Kaczyński Licznik = Warning: fopen(count.txt): failed to open stream: Permission denied in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/test.php on line 25 Warning: fwrite() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/test.php on line 26 Warning: fwrite() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/test.php on line 27 Warning: fclose() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/test.php on line 28 3532
gazeta.pl Die TagesZeitung

"Tageszeitung": Nowy polski kartofel.
Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem

Tłumaczenie artykułu Petera Köhlera w "Tageszeitung"

Młody polski kartofel (Nowy kartofel w Polsce)
Szubrawcy, którzy chcą zawładnąć światem.
Dzisiaj: Lech Kaczor-Kaczyński.

Niemiecka publika nie wierzyła własnym oczom - polski prezydent wcale nie był niższy od niemieckiego. Jakiś polityk zza Odry, który dumnie podaje niemieckiej pani kanclerz nogę. Niemcy przecierali swoje błękitne oczy ze zdumienia i nie dowierzali uszom, gdy Lech Kaczyński w marcu dumnie przyjechał do Berlina, a w maju nie odpowiadał na uśmiechy niemieckiego prezydenta na warszawskich targach książki.

Niemiecka opinia publiczna nie mogła uwierzyć własnym oczom: polski prezydent, który z niemiecką głową państwa rozmawia nie na poziomie kolan! Polityk z tamtej strony Odry, który w postawie wyprostowanej podaje na powitanie niemieckiej pani kanclerz przednią nogę! Niemcy przecierały ze zdumienia swoje błękitne oczęta i uszy, gdy Lech Kaczyński w marcu dumnie wkroczył do Berlina, a w maju na warszawskich Targach Książki pozwolił berlińskiemu prezydentowi federalnemu po prostu uśmiechać się w próżnię.

Wiadomo jednak, że Kaczyński chełpił się tym, że przez lata żadnemu niemieckiemu politykowi nie podał nawet palca. Wystarczająco często trąbił, że w ogóle nie zna Niemiec poza spluwaczką w męskiej toalecie na lotnisku we Frankfurcie. Wiadomo, że urodzony w 1949 r. Kaczyński reprezentuje to trudne pokolenie, które jeszcze przed swoimi narodzinami zostało przez Niemcy ukąszone. Jest jasne, że w negatywnym światopoglądzie Kaczyńskiego od średniowiecza każdy Niemiec konno prze na Wschód. Ale w Niemczech uważa się takie poglądy za od dawna przestarzałe stereotypy i nikt nie pytał polskiego prezydenta podczas wizyty w Berlinie, z jakiego kraju pochodzi jego luksusowa limuzyna.

Co prawda wiedziano, że Kaczyński chlubił się tym, że od lat żadnemu niemieckiemu politykowi nie podał nawet złamanego paznokcia. Najwyższy rangą Polak wystarczająco często ogłaszał, że z Niemiec zna jedynie spluwaczkę w męskiej toalecie na lotnisku we Frankfurcie. Wiadomo było, że urodzony w 1949 roku Kaczyński reprezentuje tę trudną generację, która jeszcze przed swoim narodzeniem została ukąszona przez Niemcy. Znany był ponury obraz świata Kaczyńskiego, w którym począwszy od średniowiecza każdy Niemiec na wypasionych koniach prze na Wschód. Ale w Niemczech uważano, że ten przesąd dawno już uwiądł, i nikt w Berlinie nie pytał oficjalnego polskiego gościa, skąd ma luksusową limuzynę.

U nas w kraju wykształcony prezydent ma suwerennie poruszać się ponad podziałami. W Polsce władca (dosłownie właściciel państwa - red.) ma działać z zębami na wierzchu: ma zmiażdżyć niemiecko-rosyjski rurociąg bałtycki, musi zdusić w zarodku planowane w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom tych obrzydliwych Niemców i obedrzeć ze skóry Powiernictwo Pruskie, które domaga się zwrotu za czynsze w dawnych Strefach Wschodnich (chodzi o tzw. Ziemie Odzyskane). Już przecież Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy lekką ręką kazał sporządzić 700-stronicowe, nafaszerowane faktami studium o zniszczeniu przez Niemców stolicy Polski i wielkimi literami zażądał 54 mld dolarów reparacji.

U nas w kraju do fachu prezydenta federalnego przynależy umiejętność swobodnego pływania ponad partiami politycznymi. Ale w Polsce sprawujący to stanowisko państwowe musi wyraźnie pokazywać zęby. Ma do zmiażdżenia niemiecko-rosyjski rurociąg bałtycki, musi w zarodku zdusić planowane w Berlinie "Centrum przeciwko wypędzeniu niestrawnych Niemców", a "Pruskiemu Powiernictwu", które domaga się zapłaty czynszu za dawne ziemie wschodnie, ukręcić łeb. Bądź co bądź w tej ostatniej sprawie już jako prezydent Warszawy zręcznie zadzierzgnął pętelkę, gdy zlecił przyrządzenie opasłego, nafaszerowanego faktami 700-stronicowego studium o zniszczeniu przez Niemców stolicy Polski podczas II wojny światowej i wyrąbał z hukiem monumentalne żądanie 54 miliardów dolarów reparacji.

W Polsce wielu ludzi darzy wielką nieufnością wszystko, co Polską nie jest. Odkąd Lech Kaczyński jako dwunastolatek ze swoim bratem bliźniakiem w filmie "O dwóch takich, co okradli księżyc" odstawił wiele błazeństw, bliżej mu na księżyc niż do Niemiec i Rosji. Rosja wcisnęła Polsce kciuki komunizmu w tyłki, a od lat 70. bracia Kaczyńscy chcieli socjalizm wykoleić.

Wielu Polaków cierpi na nabrzmiałą przez wieki nieufność w stosunku do wszystkiego, co nie jest Polską. Od czasu kiedy Lech Kaczyński jako dwunastolatek wykręcał z bratem bliźniakiem Jarosławem najróżniejsze numery w filmie "O dwóch takich, co ukradli księżyc" (tytuł w międzynarodowej dystrybucji), nawet księżyc jest mu bliższy niz Niemcy czy Rosja. W końcu to Rosja wsadziła Polsce w odbyt swojego komunistycznego palucha, a obaj Kaczyńscy od lat siedemdziesiątych chcieli tak pogonić socjalizm, żeby pogubił buty.

W 1980 r. obydwaj absolwenci prawa (Lech zrobił nawet doktorat i został się nawet polskim profesorem) pomagali przed sądami strajkującym stoczniowcom w Gdańsku. Lech, który podczas studiów prawa i ustaw musiał był coś przeoczyć, został w 1981 r. internowany i siedział rok o chlebie i wodzie.

W 1980 roku pomagali w Gdańsku strajkującym stoczniowcom, używając podpórek prawnych - obaj studiowali prawo, Lech nawet się doktoryzował i awansował na polskiego profesora. Zgłębiając prawo, musiał jednak coś przeoczyć, skoro w 1981 został aresztowany i rok przesiedział o rozcieńczonej wodzie i chlebie z pinezkami.

Godzina Lecha Kaczyńskiego wybiła w 1989 r., gdy upadł komunizm i ster przejął Lech Wałęsa. Dzięki pomocy założonego przez siebie Porozumienia Centrum dochrapał się fotelu w Sejmie, zakonserwował się później jako profesor prawa i w 2000 r. został na kilka miesięcy ministrem sprawiedliwości. I gdy Janusz Pineiro ogłosił, że bracia Kaczyńscy, zakładając PC, brali pieniądze z budżetu państwa, okazał się na tyle sprytny, by nie dać sobie nic zarzucić.

Kiedy w 1989 roku wymieciono komunizm i ster objął Lech Wałęsa, wybiła też godzina Lecha Kaczyńskiego. Z pomocą Porozumienia Centrum - partii własnego chowu - wstrzelił się do parlamentu. Z wykształcenia profesor prawa, doturlał się do roku 2000 i na parę miesięcy został krótkim ministrem sprawiedliwości. Jadał chleb z niejednego paragrafu i specjalnie go głowa nie bolała, kiedy biznesmen o dwuznacznym nazwisku Janusz Heathcliff Ivanovski Pineiro, wystąpił z twierdzeniem, że przy zakładaniu Porozumienia Centrum bracia Kaczyńscy zgarnęli kasę z budżetu państwa.

PC stało się i tak starą pieśnią, bo bracia Kaczyńscy powołali na scenę nowy związek, partię Prawo i Sprawiedliwość. Dzięki niej w 2002 r. szlachetny Lech został bossem Warszawy. Prawy Jarosław zagarnął dla siebie w 2005 r. podczas wyborów do parlamentu największego kartofla, zręcznie jednak zacisnął zęby i zrezygnował z urzędu premiera, i wyczarował z pustej ręki Kazimierza Marcinkiewicza. Lech ruszył do boju po najwyższy atrybut władzy i pod koniec 2005 r. posiadł prezydencki fotel.

Wtedy Porozumienie Centrum to był już zresztą zeszłoroczny śnieg, Kaczyńscy wystawili nową drużynę - partię Prawo i Sprawiedliwość (PiS). Dzięki niej szacowny Lech został w 2002 roku wielkim bosem w Warszawie, zaś sprawiedliwy Jarosław zgarnął w wyborach parlamentarnych 2005 największego kartofla. Sprytnie odmówił sobie łakomego kąska -urzędu premiera - i wyczarował z rękawa Kazimierza Marcinkiewicza. Lech sięga jednak po najwyższe poroże władzy i pod koniec 2005 r. obejmuje w posiadanie fotel prezydencki.

Bracia Kaczyńscy z wielką energią chcą sprzątnąć ostatnich komunistów z kraju i społeczeństwa. Dlatego parlament ma bez szemrania przyjąć sto ustaw, nie stając przy tym rządowi okoniem. Wzorem do naśladowania dla Kaczyńskich był twórca Polski z 1919 r. Józef Piłsudski, który w 1926 r. odkrył sterowaną demokrację i do 1935 r. napędzał półfaszystowski reżim wojskowy. Tak jak Piłsudski Kaczyńscy są polscy do szpiku kości. Obydwoje udowodnili, że z przodu i z tylu są czyści. Lech zabronił mężczyznom w Warszawie paradować z gołymi tyłkami, Jarosław zaś mieszka z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu.

Peter Köhler, tłum.bart 04-07-2006, ostatnia aktualizacja 03-07-2006 20:52

Zmasowanym natarciem bracia chcą teraz oczyścić państwo i społeczeństwo z ostatnich żyjących komunistów. Oprócz tego parlament ma przytaknąć ponad 100 ustawom i nie krytykować wspaniałego rządowego nosa. Wzorem Kaczyńskiego jest wynalazca Polski z 1919 roku, Józef Piłsudski, który w 1926 odkrył demokrację sterowaną i utorował drogę na pół faszystowskiemu reżimowi wojskowych w 1935 roku. Tak jak Piłsudski, obaj Kaczyńscy są Polakami całą gębą i ojczyzna leży na nich jak ulał. Dowiedli też, że obaj są czyści z przodu i z tyłu - Lech, wielokrotnie zakazując męskim mieszkańcom Warszawy upubliczniania tylnych części ciała, a jeszcze wyraźniej Jarosław, żyjąc razem z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu.

az/ig
Warning: require_once(smart_counter.class.php): failed to open stream: No such file or directory in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/licznik4.php on line 3 Fatal error: require_once(): Failed opening required 'smart_counter.class.php' (include_path='.:/usr/share/pear:/usr/share/php') in /html/zylla.wipos.p.lodz.pl/licznik4.php on line 3